Przed naszym wyjazdem mieliśmy dwa marzenia – powłóczyć się po Andach i poznać Amazonię. Na ich realizację przyszło nam czekać rok, bo nie spodziewaliśmy się, że aż tak wolno będziemy podróżować. Amazonia – to słowo od dawna przejmuje mnie dreszczem, mieszanina fascynacji, lęków, co tak naprawdę kryje i arogancji, bo chciałabym poznać wszystkie jej sekrety. Wiedzieliśmy jedno – absolutnie nie chcieliśmy płacić kilkaset dolarów, za autentic jungle experience, gdzie nocujesz w ślicznych domkach i podstawiają Ci posiłki pod nos, a do tego dla turysty się przebiorą i potańczą. Chcieliśmy Amazonię odkrywać po swojemu, we własnym rytmie i możliwie jak najbliżej tych, którzy tam żyją, aby poznać ich codzienność i zwyczaje. Okazja nadarzyła się tak po prostu – pojechaliśmy z naszymi Amigos do domu jednego z nich. Pierwsze spotkanie z Amazonią nastąpiło w Pastazie, niedaleko Puyo. I choć byliśmy tak naprawdę na samym obrzeżu tego największego lasu świata, to oczarował nas i tylko rozbudził apetyt na więcej. Alinę spotkaliśmy pierwszy raz w Nikaragui, potem w…
















































































































































































