Czy wolność ma cenę? W naszym wypadku kosztowała 45 dolarów, bo tyle właśnie zapłaciliśmy za chiński śpiwór, który według producenta powinien wystarczyć do -15 stopni Celsjusza. Gwarancja tylko na 3 miesiące, więc śpieszmy się chodzić po górach zanim sprzęt się rozpadnie. Nasz ekwipunek z Ameryki Środkowej przestał być wystarczający na andyjskie temperatury, więc po wizycie w Quito wraz z nowym śpiworem, wielkim jak plecak Ani udaliśmy się na najpiękniejszą trasę trekkingową w naszej obecnej podróży.

Laguna Quilotoa
Laguna Quilotoa

Laguna Quilotoa, w kraterze wulkanu na wysokości 3800 m n.p.m. jest popularną atrakcją turystyczną, podobnie jak szlaki do pobliskich wiosek, nie mniej chcieliśmy to zrobić po swojemu, bez spinania się, że musimy dotrzeć do konkretnej miejscowości, bez oglądania każdego dolara na nocleg, jeśli zamarzy nam się zostać gdzieś dłużej, bez ucinania ciekawej rozmowy, bo musimy gnać zanim się ściemni. Innymi słowem namiot i swoboda, którą daje był dla nas najlepszą opcją.

Na szlaku do Insilivi
Na szlaku do Insilivi
Laguna Quilotoa
Laguna Quilotoa

Szliśmy więc obładowani jak dwa wielbłądy, nie mieszcząc się w rzekomych czasach potrzebnych na przejście, przesiadywaliśmy w ładnych punktach widokowych, bez napinki przegryzając orzeszki, dopiero popołudniu zastanawiając się, to gdzie my właściwie śpimy? A miejsca były rewelacyjne – a to Mirador (Punk widokowy) na 400 metrowej skarpie, co prawda w otoczeniu owczych bobków, ale za to z jaką panoramą! A to pole, które zaproponował nam jeden z rolników, widząc, że zmęczeni już jesteśmy, też na skarpie i z widokami. Dodatkową atrakcją była matka naszego rolnika, która nieuprzedzona, że nocujemy, machała na nas kijem, krzycząc: „Poszli precz, pijaki!”, najwidoczniej biorąc nasze butelki z wodą za trunek wyskokowy ;-)

Widok z noclegu na Miradorze
Widok z noclegu na Miradorze
Nocleg na polu
Nocleg na polu
Widoki przy śniadaniu
Widoki przy śniadaniu

Spędziliśmy kilka z najbardziej magicznych dni, chociaż plecaki były ciężkie, a taki bieda makaron z kechupem (wg producenta sos do spaghetti) to ostatnio jadaliśmy w czasach bycia „biednym studentem”, chiński śpiwór grzał na potęgę w nocy i nic więcej nie było trzeba. Przyroda, spokój, przyjaźni ludzie spotkani po drodze, długie rozmowy w namiocie, fusiasta kawa nad urwiskiem o poranku. Po raz kolejny sprawdza się teza, że najlepsze wspomnienia podróżnicze niewiele mają wspólnego z pieniędzmi.

Jest namiot, jest wolność
Jest namiot, jest wolność
All inclusive z wełnianymi skarpetami
All inclusive z wełnianymi skarpetami

ekwador quilotoa-4

ekwador quilotoa-10