Żadne z dotychczas odwiedzonych przez nas miejsc nie wzbudziło w nas tyle emocji, co Kuba. Początkowe obawy, że samolot spadnie do morza (nie spadł, był tylko opóźniony o 8 godzin), na lotnisku zrobią nam przesłuchanie (o coś pytali, ale nie rozumieliśmy o co i przy piątym powtórzeniu machnęli ręką), a na każdym kroku policjant będzie chciał nas legitymować zupełnie się nie potwierdziły (legitymowali tylko w kantorach, przy zakupie biletów autobusowych, w miejscach noclegu i przy wypożyczaniu rowerów w oficjalnej wypożyczalni, ale policjanci nigdy).
Pożegnanie z Kubą