Hawana zaskoczyła nas. Pomiędzy zrujnowanymi uliczkami i kolonialną zabudową jest miejsce inne niż wszystkie. Nacechowane magią Afryki, pełną kolorów, śmiechu i rumby. Rozbrzmiewające potężnym dźwiękiem bębnów, tudzież innych instrumentów grających na modłę afrykańską wraz z przeszywającymi do szpiku kości dzikimi okrzykami poszczególnych tancerzy i wokalistów.
Ostry mix kulturowy tworzący niesamowitą mozaikę barw, dźwięków i tańca oraz innych egzotycznych elementów, typu pełzająco – sztywniejące węże na ramionach tancerzy. Wszystko to okraszone chóralnym śpiewem i dopingiem oglądających i wspaniałą scenerią budynków wokół – od wykrzywionych zegarów jak u Dali’ego aż po Małego Księcia.

Wokół prawie sami czarnoskórzy, kolorowo wytatuowani kolesie w dredach i czapkach rastafariańskich. Totalny roots bez żadnej tandety i komercji dla turystów. A tuż obok galeria sztuki, knajpka – jest swojsko. Zdredowani zwinnie skręcają w palcach papierosy (albo Bóg wie co), ale nikt nie zwraca na to uwagi; tak jak inni, są nieodłącznym elementem krajobrazu i czasu, który się tu zatrzymał. Co rusz następuje zmiana tancerzy i ktoś z widowni wskakuje na parkiet.
Falujemy razem z barwnym tłum w rytmie muzyki, przesuwając się w stronę małych galeryjek i wystaw z grafikami i rękodziełem. Miejsce całkowicie wolne od „hello-my-friend-I’ll-make-you-good-price”. Na koniec urzeknięci atmosferą dokonujemy zakupu CD i część Afrocubany zabieramy ze sobą.
Co, gdzie i kiedy: Hawana, ulica Hammel, w niedziele od 12.00

Więcej zdjęć:












