Yaxchilan, Chiapas, Meksyk

W selwie koło Palenque niemal słychać jak rośliny rosną, drzewa pną się do nieba, oplatają je liany, każda z roślin walczy o odrobinę światła, choć słońce praży, to tu panuje lekki półmrok. Wilgotne powietrze sprawia, że włosy natychmiast stają się mokre, a koszulki przyklejają się do ciała. Natrętne bzyczenie komarów tuż przy uchu, informuje nas, że nie jesteśmy tu sami. Pierwszy raz mieliśmy zetknięcie z tak namacalnym Życiem.

Mazunte, Meksyk

Po tylu tygodniach w górach zatęskniliśmy za słońcem i ciepłem. Wpis choć o wybrzeżu Oaxaci, które jest jednym z piękniejszych miejsc, w jakim byliśmy, nie będzie jednak o szumie fal i śpiewie ptaków. Dziś o wspólnocie, miłości i współczesnych „hipisach”.

Ołtarz w Choluli, Meksyk

W pracy Ci nie idzie, choróbsko dopadło i do tego w krzyżu łamie? Dziś dowiesz się w jaki sposób przebłagać Bogów, ile świeczek potrzeba na wyleczenie grypy oraz dlaczego Coca Cola jest dobra na wszystko. Świat majańskich uzdrowicieli, czyli Afriki u szamanki.

nebaj07

Nebaj – miejsce gdzie Diabeł mówi dobranoc. Wysoko w górach, z zapierającą dech w piersiach drogą dojazdową, miejsce majańskiej społeczności z grupy Ixil. Zarazem jeden z najbiedniejszych rejonów w kraju – 80% mieszkańców żyje w ubóstwie i to widać. Skromne, maleńkie domki, część ludzi boso, małe dzieci pracują jako sprzedawczynie cukierków lub czyściciele butów, a część osób nie mówi po hiszpańsku. Zarazem piękne miejsca na wędrówki bliższe i dalsze poprzez lasy, przełęcze wśród szumu rzek i wodospadów. Wszystko to przesłoniła dramatyczna historia, która rozegrała się tu przed laty. Choć pięknie świeciło słońce, a na lokalnym cmentarzu pełno było kolorowo pomalowanych nagrobków był to bardzo smutny dzień.

San Andres Xecul

Quetzaltenango – kolejna nazwa, która powoduje łamanie się języka, dlatego w Gwatemali mówi się w skrócie Xela. Jest to drugie co do wielkości miasto w kraju i przyjemnie zaskakuje tym, że nie ma w nim zbyt wielu turystów. Ot zwykłe, pełne życia, nie to, co skansen w Antigua. W samej Xeli za dużo do oglądania nie ma, jak zwykle, jest zabytkowy kościół, przy głównym placu (zwanym szumnie parkiem), parę knajpek, trochę sklepów, targi. Nic szczególnego. Za to okolice Xeli powalają – dookoła góry, wulkany (w tym najwyższa góra Ameryki Środkowej) i świetne trasy trekkingowe jedno i wielodniowe. Niestety z tych dobrodziejstw nie skorzystamy, bo póki co pora deszczowa trwa, a my wciąż mamy uraz po naszym nieudanym trekkingu w Antigua. Co zatem robić, gdy już wczesnym popołudniem niebo zasnuwają ciężkie chmury?

Wulkan San Pedro

Po nieco przydługim  pobycie w pięknej i nudnej Antigua, lądujemy w końcu nad jeziorem Atitlan, miejscem gloryfikowanym przez turystów i wszelakie przewodniki.  Jezioro położone w otoczeniu 3 wulkanów i określane jako jedno z najpiękniejszych na świecie. Rzecz jasna przyciąga co roku rzesze turystów, w tym i nas. Nasze oczekiwania zderzyły się jednak z rzeczywistością.

Choć od kolonizacji minęło niemal 500 lat Majowie Gwatemalscy nie wyrzekli się starych wierzeń, a bycie gorliwym katolikiem nie wyklucza oddawania czci również bogom przodków. Chrześcijańscy Święci, traktowani są na równi z prastarymi bogami kukurydzy, a ochrzczenie dziecka nie wyklucza pobłogosławienia przez szamana. Dawne rytuały przetrwały w nico zmienionej formie, zamiast składać ludzkie ofiary i powierzając ich serce bogom, współcześni Majowie zapalają świece, kolor oznacza intencję, składają w ofierze płatki kwiatów, żywność, a także papierosy i napoje wyskokowe.