Pobyt w Kostaryce ustawił nam wysoko poprzeczkę, zachwyt mieszany z irytacją, spektakularne widoki i przypadek, który pokierował naszą trasą. O Panamie trudno nam pisać, bo…

… to pierwszy kraj, który nas absolutnie nie zaintrygował, nie zainteresował i nie pozostawił po sobie nic poza lekkim znurzeniem. Może to znak, że pobyt w Ameryce Środkowej się wypełnił? Że nasyciliśmy się już tym, co ma do zaoferowania ten kawałek świata? Może źle wybraliśmy miejsca, ale kurczę, byliśmy w tych ponoć najbardziej wartych dowiedzenia. Może obecny wygląd kraju, kłócił mi się z wyobrażeniami, które miałam o chodzących w białych garniturach dżentelmenach w kapeluszach panamskich na głowie i liniowcach, dumnie sunących po kanale panamskim? Tak, wiem, że mamy XXI wiek, ale ten obraz zawsze mi się nasuwa na myśl, gdy słyszę hasło „Panama”.

Boquete

Na ścieżce quetzali
Na ścieżce quetzali

Ale po kolei. Gdy za oknami autobusu przesuwał się płaski i monotonny krajobraz, stwierdziliśmy, że prosto z granicy jedziemy do „uroczo położonego w górach” Boquete. Miasteczko to, może i kiedyś było urocze, ale parę lat temu jeden z poczytnych magazynów amerykańskich umieścił je na liście najlepszych na świecie miejsc na emeryturę. Efekt jest taki, że angielski słychać równie często jak hiszpański, a w latynoamerykańskim stylu zabudowy dominują knajpki z nielatynowskim jedzeniem i cenami, które może są i dobre dla amerykańskich emerytów, ale nie koniecznie dla pary Polaków z plecakami. Ponoć kiedyś miasto miało bardziej lokalny charakter, mieli swoją coroczną imprezę z głośną muzyką i hektolitrami piwa, ale nie podobało się to mieszkającym Gringo, więc obecnie główną atrakcją jest festiwal kawy i kwiatów – rozrywka w sam raz dla emerytów. Nic to, nie przyjechaliśmy tu, żeby jeść naleśniczki, steki czy wąchać kwiatki, ale żeby wejść na wulkan Baru, z którego przy dobrej pogodzie można zobaczyć dwa oceany. Oczywiście nasze fatum wulkanowe znów na nas zaciążyło i przez cały nasz pobyt padał deszcz, nawet jak świeciło słońce, to padało!

Okolice Boquete
Okolice Boquete

Chyba jesteśmy jedyni, którzy z całej Ameryki Środkowej nie mają wypasionych zdjęć z wulkanów i historii o trudnych podejściach, pocieszając się, że zawsze to jakaś oryginalność, poszliśmy na ścieżkę Qetzali, gdzie oczywiście nie spotkaliśmy żadnego ptaka, za to utytłaliśmy się błotem. I tak wystrojeni udaliśmy się do Panama City.

Różne oblicza Panama City

Tam także nie potrafiliśmy znaleźć sobie miejsca dosłownie i w przenośni – wszystkie hostele były porezerwowane i skończyliśmy w norze, za którą przyszło nam zapłacić totalnie nieadekwatną cenę, a gdy nasze plecaki znalazły kąt dla siebie, to i my poszliśmy zwiedzać stolicę, która choć różnorodna, z charakterem metropolii, mieszaniną biedy i przepychu, pysznymi owocami morza, jakoś nie wywarła większego wrażenia.

Panama-9

Panama-1
Panama Viejo – ruiny pierwotnego miasta, opuszczone po najeździe pieratów

Wejście do chińskiej dzielnicy

Panama-28

Casco Viejo
Casco Viejo
Panama Viejo - ruiny pierwotnego miasta, opuszczone po najeździe pieratów
Panama Viejo – ruiny pierwotnego miasta, opuszczone po najeździe pieratów

Maleńka starówka nie wzbudziła naszego entuzjazmu, obecnie bardziej przypomina plac remontowy, bo większość kamienic przechodzi renowację i obok odpicowanych domów, stoją rudery, które nasunęły nam skojarzenie z Hawaną.

Jak w Hawanie
jak w Hawanie

W sumie było jakoś tak martwo i bez klimatu, a po gorących ulicach przemykają się małymi stadkami turyści, oczywiście w kapeluszach panamskich. Trochę jakby skansen, który teraz jest pucowany po wieloletnich zaniedbaniach i tak się zastanawiam, czy renowacja tu pomoże, gdy wyniosą się stąd biedne rodziny i zostaną same wypieszczone domki, czy będzie tu więcej życia, czy po prostu więcej turystów w kapeluszach.

Panama-11

W stolicy najbardziej nam się spodobał widok na ciągnące się kilometrami wieżowce – siedziby banków, korporacji, apartamentowce i nadmorski bulwar. Dziwne miejsce, z jednej strony fascynujący ład architektoniczny i ilość tych budynków, a z drugiej przytłoczenie i aż nas przeszły ciarki, że można mieszkać w takim miejscu.

Panama-7

Pokręciliśmy się jeszcze trochę po starówce, na szczęście nie zabrakło fajnych graffiti:Panama-5 Panama-4

Nad Kanałem

 

Ogromne śluzy
Ogromne śluzy

No i na koniec kanał, który nie zapowiadał się fajnie, a w rezultacie najbardziej  nam się spodobał – ogromne statki przepływające przez śluzy i małe wózeczki, holujące je, obite gumą łodzie pomagające w sterowaniu. Jak na inżynierskie dziecko przystało, pozachwycałam się jakie to sprytne, duże i długie. Jak skoordynowane ze sobą (podobnego uczucia doświadczam na lotnisku, widząc jak cała masa niezależnych elementów, współpracuje ze sobą). I tylko gdzieś w środku pozostał żal, że nie ma już parowców, a zamiast eleganckich liniowców oglądam jakieś statki handlowe z Hongkongu…

Panama-19

I już mieliśmy stwierdzić, że Panamy nie lubimy wcale, póki nie dostaliśmy się na terytorium Kuna Yala, ale to temat na zupełnie inną historię.

Na starówce
Na starówce Indianki Kuna Yala

Więcej zdjęć w galerii powyżej