Dla mnie główny powód do odwiedzin stolicy Meksyku. Zobaczyć na własne oczy murale Diega, przekonać się czy dom Fridy wyglądał jak na filmie. Chociaż przez chwilę chłonąć atmosferę tego burzliwego związku dwojga artystów. Nie rozczarowałam się.
Związek tej pary i osoba Fridy Kahlo fascynowała mnie od dawna. On – jak duże dziecko, kobieciarz, łasuch. Ona – drobna, kaleka, uparta, odpłacająca romansami za romanse. Małżeństwo było niezwykle burzliwe, nie brakowało skoków w bok po obu stronach, a mimo wszystko trwali razem – kłócąc się i godząc; odchodząc i wracając do siebie. Pomimo tego wszystkiego, Frida określiła Diega jako swego syna, ojca, męża, kochanka, mistrza, wszechświat. Diego po jej śmierci miał powiedzieć, że nie sądził, iż tak będzie mu jej brakowało. Słowem życie jak ze scenariusza filmowego.

Niesamowite malarstwo, żywe kolory, folklorystyczne motywy i wątki autobiograficzne Fridy. I to jakiej biografii! Imponuje mi siłą charakteru i umiejętnością cieszenia się życiem, szczyptą szaleństwa i determinacją w tworzeniu swojej sztuki, choć za życia była postrzegana bardziej jako żona sławnego muralisty. A jej obrazy poruszają mnie do głębi.

Cieszę się, że mogłam zobaczyć dom, w którym narodziła się i zmarła. Kolor, wyraziste akcenty, figurki z masy papierowej, lalki, sztalugi, lustro, które wykorzystywała do autoportretów… Wnętrza tworzą niesamowitą atmosferę i skrzyżowanie kontrastów: radości życia i cierpienia, ludowości i czasów prekolumbijskich, a wszystko to w niesamowitych barwach. Dla mnie doświadczenie wręcz magiczne.



Nie rozczarował też dom Diega i Fridy, a właściwie dwie połączone ze sobą pracownie malarskie, połączone mostkiem, świetna nowoczesna architektura otoczona bardzo oryginalnym płotem z kaktusów.

Jeśli chodzi o prace Diega Riviery, to najbardziej podobały nam się spośród znanych meksykańskich muralistów, zachwycające barwy, niekiedy ideologia wtłaczana wręcz łopatą do głowy, czasem jakaś karykatura. Robią wrażenie przede wszystkim rozmiarem i kolorem, ilością tych zamówień i niesamowicie ożywiają budynki, w których się znajdują, pomimo niekiedy nachalnej retoryki.


Wyobrażacie sobie np. jakiś bank albo oddział ZUSu tak udekorowany? Milej czekałoby się w kolejce
Ha! A wiecie jak brzmiały ich imiona i nazwiska w całości?
Ona dosyć prosto: oraz Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón, ale on: Diego María de la Concepción Juan Nepomuceno Estanislao de la Rivera y Barrientos Acosta y Rodríguez. Wyobrażacie sobie ile czasu zajęłoby mu wypełnianie różnych oficjalnych druczków w dzisiejszych czasach? ![]()
A dla mnie po prostu: Diego i Frida.
Żeby nie przegadać, trochę zdjęć dla tych, co lubią, gdy jest kolorowo.






















7 comments on Diego i Frida – Viva la Vida!
Hanus
niesamowite – po tylu latach, nawet na zdjęciach, to miejsce wibruje energią! ciesze się bardzo razem z Wami, że je odwiedziliście i czekam na kolejne wpisy!
frikiafriki
To prawda, wibruje energią i jakaś taka radość w tym wszystkim
Sylwia
Wspaniałe wnętrza, kolory, no i ten gorset.
frikiafriki
Powiem Ci, że ta kolekcja gorsetów (bo jest ich w muzeum więcej) i proteza nogi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, takie namacalne dowody cierpienia. Bardzo przygnębiający widok i ogromny kontrast z całym tym wesołym i kolorowym wnętrzem.
Masonkowa
Co tu dużo gadać – wspaniałe prace, domy, barwy… Też jestem fanką Fridy, ale widzę że i Diego nieźle malował
A płot kaktusowy bardzo mi się spodobał!!
frikiafriki
Oj, Diego potrafił. Byliśmy w Orizabie w muzeum ze sporą kolekcją jego prac, malarstwo sztalugowe jeszcze z przed okresu murali i bardzo pozytywne zaskoczenie.
Szkoda, że płotek z kaktusów ciężki do wyhodowania w naszym klimacie
Cesar
As Charlie Sheen says, this article is „WNNGIIN!”