Jest taki dzień, na pewno każde z Was tak ma, że czujecie potrzebę zjeść coś słodkiego. Wpis dla łasuchów i o tym, że gazpacho, to nie jest pomidorowy chłodnik (+ przepis!).
Do Moreli trafiliśmy w zasadzie przypadkiem, nie chcieliśmy jechać na północ od stolicy, więc został nam tylko kierunek zachodni, nie chcieliśmy też siedzieć za długo w autokarze, a Morelia, całkiem blisko i do tego zabytkowa. Zaflirtowała z nami nazwa miasta, to kupiliśmy bilety. Przeglądając przewodnik, jak zwykle zabytkowa starówka, katedra itd., itp.


Trochę nasyciliśmy się już kolonialnymi miastami, więc rozglądamy się za czymś innym. Co się okazuje? W Moreli jest kilku kilometrowy ok. 300 letni akwedukt i targ słodyczy. Dokładnie tak! Nie jakiś kolejny bazar z owocami, garkuchniami tylko targowisko łakoci.


Na straganach aż bije po oczach od kolorowych lizaków, zapakowanych w folie, papierki i kokardki lokalnych specjałów takich jak na przykład zestawy marmoladek w kostkach jak masło, w przeróżnych smakach i kolorach; kandyzowane owoce, fioletowe wafelki, jakieś kulki obtoczone w chili i owoce w wersji na słodko. Zrobiliśmy trochę zakupów w celach poznawczo – eksperymentalnych i po zakupie kawki na wynos udaliśmy się na najbliższą ławkę w celu konsumpcji.

Na pierwszy ogień poszła kulka obtoczona pikantnymi przyprawami, choć apetycznie wyglądała z zewnątrz, w środku duże rozczarowanie – kwaśna marmolada z pestkami, a chili w gębę piecze.
Za to kaktusy i ananasy okazały się przepyszne – nie wiem jak to zrobili, ale owoc w środku miał konsystencję lekko płynnej galaretki a z zewnątrz wyglądał jak kandyzowany – pychota!

Na deser, jako, że jestem grzeczną dziewczynką dostałam ślicznego, kolorowego lizaka. Jest tak piękny, że cały czas żal mi go zjeść (i przejechał już z nami ładny kawałek).
Lizak został obfotografowany ze wszystkich stron, aż nasz hotelowy kotek złapał się za głowę, na jakie pomysły mogą wpadać turyści.

Snując się po starówce spróbowaliśmy też lokalnego specjału – gazpacho. I wielka niespodzianka! Nie jest to, tak jak w Hiszpanii, pomidorowy chłodnik, tylko sałatka owocowa z odrobiną pikanterii. Bardzo smaczne i orzeźwiające, a do tego banalnie proste w wykonaniu. Jako, że nam zasmakowało, podajemy przepis:

Gazpacho z Moreli (6 porcji):
Po 2 filiżanki obranych i pokrojonych w drobną kostkę: mango, ananasa, jicama (zwane też meksykański słodki ziemniak, chińska rzepa, chiński ziemniak)
3 filiżanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
6 łyżek świeżo wyciśniętego soku z lemonki
6 łyżek posiekanej, białej cebuli
¾ filiżanki startego na grubych oczkach sera Cotija – jako zamiennik może być sucha ricotta lub łagodna feta albo świeży krowi ser (taki biały)
Sól i sproszkowane chili do smaku.
Składniki wymieszać i podawać w filiżankach lub szklankach, u góry udekorować serem i dla efektu posypać chili (można dać też kapkę salsy czerwonej z chile). Gotowe!
Trzymajcie się słodko!






