Teren jest ogromny, próbujemy sobie wyobrazić jak wyglądało życie codzienne w tym mieście w szczycie jego rozwoju. W centralnym miejscu, stoi monumentalna piramida, El Castillo, ze schodami z czterech stron. Od północnej strony zdobione są gigantycznymi wężami, których kamienne łby ciężko spoczywają na trawie. Wyglądają jak giganty, które zsunęły się z nieba, a teraz zastygły w bezruchu. Uosabiały Kukulkana, stworzyciela świata, władcy żywiołów, który symbolizował też odrodzenie. Według legendy Kukulkan odpłynął na wschód i powróci przed końcem świata, póki co te kamienne monstra strzegą świątyni, czekając na jego powrót.

IMG_6853

Majowie zajmowali się obserwacją nieba i ciał niebieskich, stąd w ich architekturze są różne odniesienia do astronomii.  Liczba schodów odpowiada liczbie dni w roku – każdy z 4 ciągów ma 91 stopni, czyli razem jest ich 364, ostatni 365 stopień stanowi wejście do świątyni. Na północnej ścianie świątyni zachodzi ciekawy efekt podczas równonocy wiosennej i jesiennej, kiedy to słońce ześlizguje się po ciele węże, sprawiając wrażenie, jakby Kukulkan powrócił na ziemię. Dla zainteresowanych filmik znaleziony na youtube, jak to mniej więcej wygląda: http://www.youtube.com/watch?v=2oNhyr9KpBo i tu trochę dłuższy po hiszpańsku, z angielskimi podpisami: http://www.youtube.com/watch?v=q0kOyGZxKh4

IMG_6896
To właśnie tędy schodzi słonce w równonoc

Następnie słońce wędruje dalej, wprost do Świętego Cenotu – Kukulkan zstępuje do wody i tam kontynuuje swą wędrówkę.  Cenote  Sagrado był wykorzystywany przez Majów do celów rytualnych. Na dnie tej niezwykle stromej studni spoczęło wiele ofiar (w tym ludzkich).

IMG_6855

Boisko
Boisko

Delikatna mgiełka wciąż jeszcze unosi się w powietrzu, a na trawie jest rosa, gdy idziemy na boisko gry w piłkę – największego z zachowanych. Jest tak duże, że spokojnie można by rozegrać mecz piłki nożnej. Naszą uwagę przykuwa budowla w pobliżu boiska, która wszystkie ściany ma zdobione płaskorzeźbami w czaszki.

IMG_6875
Przypomniała mi się gra Tomb Raider z dzieciństwa – tam były te czaszki! ;-)

Z przeciwnej strony plac zamyka Świątynia Wojownika wraz z Grupą Tysiąca Kolumn – faktycznie, kolumn jest tu mnóstwo. Początkowo próbuję je liczyć, ale gdy dochodzę do 300 odpuszczam.

Grupa Tysiąca Kolumn - gdy doszłam do 300 odpuściłam
Grupa Tysiąca Kolumn – gdy doszłam do 300 odpuściłam

Następnie idziemy do starszej części miasta, gdzie znajduje się El Caracol, czyli Ślimak – świątynia, która najprawdopodobniej pełniła też funkcję obserwatorium astronomicznego. W pobliżu na słońcu wylegują się znane nam już iguany. Z rześkiego poranka robi się potworny upał. Siedząc pod drzewem jeszcze przez chwilę napawamy się widokami, nagle kolonialne miasta wydają się takie nijakie. Zastanawiamy się jak Majowie odbierali architekturę najeźdźców – tak różniącą się od ich własnej. Próbujemy sobie wyobrazić co czuli ludzie, kiedy opuszczali to miasto. Tak Chichen Itza zostało porzucone przez swoich mieszkańców jeszcze przed nadejściem Europejczyków. Czy ciężko było im porzucić wspaniałe El Castillo na pastwę dżungli?

To ogromne miasto będące połączeniem kultury Majów i Tolteków  jest świadectwem jak bardzo zaawansowana była wiedza, kultura i cywilizacja Ameryki Prekolumbijskiej. Szczyt rozwoju przypadał na X-XI w.  Wiele budowli powstało w czasach, gdy w Europie zaczynały się dopiero tworzyć początki państwowości.  Doprawdy, ile konkwistadorzy musieli mieć w sobie arogancji i pychy, by nazwać ten lud dzikusami.

Wczesne wstanie i natłok wrażeń spowodowały, że dalszy ciąg dnia przeznaczyliśmy na sjestę, i to jaką!

No to mamy wspólną sjestę
No to mamy wspólną sjestę