Najwyższa pora napisać troszkę o meksykańskim jedzeniu. Czy naprawdę jest takie pikantne? Jak smakuje tortilla? Co można zjeść na bazarze? I o co chodzi z tą fasolą?
W zasadzie to nie mamy wyrobionego zdania na temat kuchni meksykańskiej, ale jedno wiemy na pewno. Nie jesteśmy fanami tortilli! Jada się je tu zawsze, wszędzie i o każdej porze. Meksykańskie tortille są niewielkimi, płaskimi krążkami z mąki kukurydzianej, przygotowywane na rozgrzanej blasze. W smaku nieco podobne do podpłomyków. Podaje się je do każdego posiłku i jeżeli o mnie (Piotra) chodzi, to bardziej psują smak potraw, niż się z nimi komponują. Nie mniej można się nimi dopchać. Na ulicach pełno jest straganów sprzedających tacos, czyli nieśmiertelne tortille, na które kładzie się to, co pod ręką – kawałki kurczaka, mięso mielone, warzywa, awokado, siekana kapusta w śmietanie itp. Z tortilli robi się też nachos – małe trójkąty smażone w głębokim tłuszczu – można je zjeść na przykład z guacamole (pasta z awokado) albo na śniadanie w gęstym sosie z zielonych papryczek chili i jajkiem sadzonym na wierzchu (chilaquiles con huevos).

Do dań obiadowych obiadowych tortillom często towarzyszy fasola. Właściwie fasola też jest niesamowicie popularna, nieważne czy zamawia się kurczaka czy jajecznicę, można być pewnym, że miseczka fasoli trafi na stół. Pytanie, które nas nurtuje za każdym razem, to w jakiej konsystencji będzie podana. Trafiała się wersja „economico”, czyli jakby zblendowana i z wielką ilością wody, do tego widelec, którym nie sposób było ją zjeść. Czasem trafia się w ziarnach (wersja bardziej wypasiona o bardziej gęstej i stałej konsystencji – nie mniej zamieniona na papkę. Do tej pory nie wiemy, czy mamy ją jeść z tortillami, czy wymieszać z ryżem czy to przystawka czy na deser.

Czy jest pikantnie? I tak i nie. Zależy od regionu. Zazwyczaj jedzenie nie jest bardzo pikantne, za to na stole lądują miseczki z różnymi sosami, które są bardzo ostre. Przeważnie jest więcej sosów niż dań
Czasem na stołach lądują też papryczki jalapeno lub chile habanero, które pali w język, przełyk i wszystko co możliwe. Do tego niemal zawsze podawana jest limonka, żeby każdy podług upodobań mógł skropić swoje danie. Więc jeśli nikt nie zrobi wpadki, takiej jak ja (Ania), czyli połknięcie papryczki chili habanero w całości bo się myślało, że to papryka, to nie ma powodu do niepokoju.

Meksyk jest też bez wątpienia rajem dla wszystkich chipsożerców. Pełno jest straganów ze smażonymi bananami lub ziemniakami w postaci chipsów. Mamy wrażenie, że nie wpadli na pomysł, że ziemniaka można też ugotować. Generalnie spotykamy je jedynie pod postacią frytek i chrupków i raz trafiliśmy w zupie mały kawałek.
Kolejnym popularnym warzywem jest kukurydza -robi się z niej mąkę, sprzedaje gotowaną lub grillowaną w kolbie albo jako gotowane ziarna. Kolby zazwyczaj polewa się sokiem z limonki, posypuje pikantnymi przyprawami i solą, nadziewa się na patyk i można dumnie iść przez świat.


Generalnie królują bazary i małe knajpki prowadzone przez rodziny, w których królują dania mięsne z ryżem: pieczone kurczaki, wieprzowina w pikantnym zielonym sosie, trochę grubszy od żyletki kotlet wołowy (niekiedy robiony po naszemu w panierce). Sposób podawania dań niekiedy zaskakuje. Można dostać ryż jako przystawkę, a potem mięso jako danie główne (z fasolą i tortillami oczywiście!). Nad morzem z kolei, sporo jest rybek, skorupiaków i innych morskich stworów.


Nie jesteśmy wielkimi fanami kuchni meksykańskiej, dla nas jest zbyt mięsna, za mało warzyw, za dużo tortilli i zbyt wiele smażonego. Natomiast bardzo smakują nam dania typowe dla danego regionu. Nad Zatoką Meksykańską koktajl krewetkowy, w Pueblach dwa nieziemskie dania: mole poblano, czyli drób w gęstym brązowym sosie (słodkim i pikantnym zarazem) oraz chile en nogada – czyli mięso z serem zapieczone w papryce chili w gęstym sosie śmietanowo orzechowym czy gazpacho w Morelii albo sopa de lima na Jukatanie.

Jeśli znudzi się kuchnia meksykańska, to można podjeść nieco u „Chińczyka” – są w każdym mieście. Od polskich knajpek tego typu róznią się tym, ze zazwyczaj nie mają zup ani żadnych dań wegetariańskich. Za to są tanie i potrawy zawierają dużo różnych warzyw.

To, co jest tu pyszne to owoce i warzywa, soczyste, świeże, nasycone smakiem. Aż żal bierze, że tak mało ich jest w daniach obiadowych. Można sporządzać pyszne sałatki – niestety sałatki podawane do zestawów obiadowych to zazwyczaj kawałek pomidora, ogórka i sałaty, przy odrobinie szczęścia można dostać kawałek awokado albo udać się do najbliższego przybytku z napisem Aguas Frescas – gdzie można zaopatrzyć się w przepyszne napoje – sok owocowy z wodą i lodem o wielu kolorach i smakach np. mango, ananas, guayaba, papaya, pomarańcza, pitaya i wiele innych, których nazw nie możemy wciąż zapamiętać. Są przepyszne!


A co na deser? Lody i sorbety! Niekiedy podawane są w owocu lub warzywie, z którego zostały zrobione np. w kukurydzy.

No dobra, a za czym tęsknimy?
Ania: chleb domowy na zakwasie, twaróg, maliny, porzeczki, pierogi, jogurt naturalny (niesłodzony!)
Piotr: żurek, pierogi, polska kiełbasa.
Może kopsniecie jakąś paczkę żywnościową?



8 comments on Meksyk od kuchni – subiektywne smaki Afrików
Maciek
No nareszcie coś ciekawego! Jedzonko
frikiafriki
A Ty dalej jedziesz na pierogach w Garwolcu na zmianę z chińczykiem? Tu byś miał niezłe pole do popisu, mój drogi koleżko. Pozdrawiam serdecznie! -.Piotr
Niebawem będzie wpis o łakociach. Uściski! Ania
Człowiek się tu stara – góry, kościółki, kafelki… Ech, faceci! tylko o jedzeniu!
Filip Malinowski
ojojoj mogę się zamienić na jeden dzień jak tak tęsknicie

ciekawi mnie z jakim serem toto – czyli mięso z serem zapieczone w papryce chili – żółty czy biały? z lodami kukurydzianymi to popłyneli mocno
jak wrócicie to chleb będzie czekał ciepły i masełko oczywiście.
Pozdrowienia dla was i eszystkich meksykańskich ludzi kuchni!
frikiafriki
Filip, sery, które używają tu do zapieczenia trochę się kojarzą z oscypkiem albo takimi świeżymi serkami krowimi – mają jakiś taki posmak i gęstą bardzo konsystencję. A ten przepis, to poszukam dokładniej w wolnej chwili i sprawdzę. .
Filip Malinowski
dzienx
Filip Malinowski
a tu jeszcze kawałek chleba dla was:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1460543804157000&set=t.100001339698824&type=3&theater
Bogna
Żeby Wam coś wysłać trzeba by znać adres, a najlepiej wysłać w przenośnej lodówce i jeszcze tak by nie cofnęli tego na granicy zważywszy na „zagrożenie ekologiczne”.. no chyba, że Piotrka zadowoli żurek w proszku;) Ale już niedługo nowy kraj i nowe smaki!!
frikiafriki
Jakby nawiązać kontakt z jakąś zorganizowaną grupą, to może razem ze swoim towarem przeszmuglowaliby trochę pierogów, smalcu i garnek żurku
Ania